Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drugi dzień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drugi dzień. Pokaż wszystkie posty

01.07.2010


Wyświetl większą mapę

Wczesnym rankiem opuściłyśmy Koszyce, aby dostać się na Węgry. W kasie poprosiłyśmy o bilet w jedną stronę, lecz kasjerka upierając się sprzedała nam w obie. Okazało się, że bilet na trasie Koszyce-Miszkolc jest tańszy w obie strony (6 euro bez zniżki) niż w jedną.
Największy problem miałyśmy z wydostaniem się z Miszkolca. Mimo tego, że byłyśmy tam ok 8 rano już nie było połączeń pociągiem do Debreczyna – jednego z większych i ważniejszych węgierskich miast. Oprócz komunikacji międzymiastowej miałyśmy również problem z komunikacją międzyludzką. Jak wiadomo, języka węgierskiego w żaden sposób nie można zrozumieć, a nikt z obecnych tego ranka na dworcu Węgrów nie był w stanie nam pomóc w innym języku. W końcu na migi porozumiałyśmy się jakoś z paniami na poczcie, które dały nam do zrozumienia, jak można dostać się na dworzec autobusowy. I to dopiero początek konfrontacji kultury słowiańskiej z madziarską;-) Po dokładnym przejrzeniu zawartości portfeli zorientowałyśmy się, że zostało nam tylko kilka drobnych forintów. Trzeba było natychmiast poszukać kantoru, lecz... zanim do jakiegoś dotarłyśmy pytałyśmy bez skutku chyba z 10 osób;-D

Po nie lada sukcesie, jakim było znalezienie kantoru zjadłyśmy zasłużone śniadanie w Tesco i kupiłyśmy jakoś bilety do Debreczyna (1830 forintów).
Upalny dzień w Debreczynie spędziłyśmy głównie na pluskaniu się w licznych fontannach i obserwowaniu ludu węgierskiego.

Węgry słyną ze znakomitych zup, więc po długich poszukiwaniach wstąpiłyśmy do niepozornego baru na, jak się później okazało pyszną zupę gulaszową.

Wieczorem pojechałyśmy do naszej couchsurferki Very - bardzo sympatycznej Węgierki, która razem ze swoim chłopakiem poczęstowali nas wyśmienitą domową palinką. Chłopak Very mieszka w oddalonej o ok 70 km rumuńskiej Oradei i za każdym razem, gdy do niej przyjeżdżał musi cofać godzinę na swoim zegarku. Zakochani czasu nie liczą ;-)



Na zdjęciu: fontanna z Turulem - ważnym symbolem narodowym Węgrów. Bardzo spodobała mi się definicja Turula podsunięta mi przez Asię: "Turul – skrzyżowanie gęsi z orłem, mityczny ptak węgierski, bardzo melancholijny jak wszystko na Węgrzech" Krzysztof Varga Gulasz z Turula
MK