Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pierwszy dzień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pierwszy dzień. Pokaż wszystkie posty

30.06.2010



Wyświetl większą mapę

Nasz pierwszy dzień podróży zaczął się bardzo wcześnie. Już o 6 rano wstałyśmy żeby jeszcze raz sprawdzić ciężkość plecaków (tak wciąż były za ciężkie!) i wyrzucić niepotrzebne rzeczy, a także przygotować śniadanie. O 7.28 byłyśmy już na dworcu w Krakowie i autobusem pojechałyśmy do Zakopanego. A w Zakopanem od rana gwarno jak na wiejskim bazarze. Przewoźnicy przekrzykują się namawiając leniwych turystów na przejażdżkę bryczką czy busikiem w malownicze okolice miasta. Na każdym rogu stoją właściciele kwater prywatnych i wymachują przed przyjezdnymi tablicami z wielojęzycznym napisem "wolne pokoje". A my uciekamy na zieloną łączkę i wyciągamy z plecaków smakołyki na śniadanie… są i jajka na twardo i kabanosiki:-)





O 11.30 wsiadamy do autobusu, który wiezie nas do Popradu. Po drodze mijamy słowackie wioski i obiecujemy sobie, że kiedyś musimy tu przyjechać. Z dala od turystycznego zgiełku, blisko do rytmu życia tutejszych górali.
W Popradzie zatrzymujemy się tylko na dworcu kolejowym. Pociąg do Koszyc odjeżdża za kilka minut. Specjalnie wybieramy wolne połączenie (ku zdziwieniu kasjerki) żeby móc do woli robić zdjęcia z okien wagonu. Przejeżdżamy przez małe miasteczka z czerwonymi dachami, poprzemysłowe skupiska fabryk, które straszą już z daleka i cygańskie wioski, dość często spotykane w tej części Słowacji.
Przed 16 jesteśmy w Koszycach. Na dworcu zostawiamy bagaże i idziemy zwiedzać miasto, przyglądać się ludziom, włóczyć się po brukowanych uliczkach i robić mnóstwo zdjęć:-) Wysyłamy również sms do naszego pierwszego hosta. Jest nim Francuz tymczasowo pracujący na Słowacji. Po krótkiej chwili dostajemy od niego wiadomość, że musi zostać trochę dłużej w pracy i czeka na nas po 20. Okazuje się, że jego mieszkanie jest w centrum Koszyc i nie będziemy musiały przemierzać połowy miasta w poszukiwaniu zapisanego adresu.
W mieszkaniu Romaina trochę odpoczywamy. Romain robi nam kolację i opowiada o swoim życiu. Okazuje się, że był kiedyś na stypendium na AGH-u w Krakowie i wciąż myśli o powrocie do dawnej stolicy Polski:-) A tymczasem pracuje w Koszycach i próbuje się jakoś zaaklimatyzować w słowackim miasteczku. Mówi, że nie jest to łatwe. Wcześniej pracował w Meksyku i teraz Słowacy wydają mu się trochę skrytym narodem. Do późna siedzimy w kuchni i oglądamy zdjęcia z Meksyku. Kto wie, może uda nam się tam kiedyś dojechać:-)


AM